W powieści ukazana jest historia 50-letniego życia Ewy, jej smutki, radości, miłości, przyjaźnie i marzenia. Bohaterka, jako mała dziewczynka została osierocona przez ukochaną matkę i praktycznie zdana na miłość dziadków, gdyż ojciec żył tylko książkami. Jego postać przypominała mi troszkę pana Ignacego Borejko, ale nie była niestety tak sympatyczna!Maria Ulatowska w swojej książce potwierdziła moje przemyślenia, że jeżeli ktoś miał szczęśliwe dzieciństwo to najczęściej potem też wszystko idzie mu tak lżej. pokazują to losy Ewy i Maćka, którzy całe życie zdani na własne siły, po prostu musieli być dzielni. Szukając szczęścia, miłości, ciepła rodzinnego dokonywali nie trafionych wyborów. Z kolei Karolina, otoczona miłością rodziców, cioci i dalszej rodziny od razu trafia na właściwą połówkę jabłka i szczęście otacza ją z każdej strony.
Muszę, jako bibliotekarz i miłośnik słowa pisanego, wspomnieć o motywie książek, który pełni ważną rolę w tej powieści. Prawie wszyscy w tej książce czytają, rozmawiają o literaturze, kupują sobie takie prezenty, znają całego Gałczyńskiego na pamięć- toż to balsam na moją duszę!
"Domek nad morzem" czyta się bardzo szybko, człowiek zaprzyjaźnia się z bohaterami, chce przekonać się czy Ewie uda się spełnić marzenie. A w tle delikatnie zarysowana zmieniająca się Polska, bez patosu, zwyczajnie jak to u zwykłych ludzi było. Polecam wszystkim, którzy potrzebują odetchnąć od codziennego biegu życia!
I oczywiście muszę teraz przeczytać poprzednie dwie powieści Marii Ulatowskiej!
Jestem jeszcze przed lekturą " Domku". a po tej recenzji sięgnę po książkę jeszcze chętniej:-))) A "Sosnówki" polecam:-))
OdpowiedzUsuńAsia
Tak Sosnówka jest na mojej liście, ale najpierw chcę się wywiązać z obietnicy podzielenia się moim zdaniem o książkach, które dostałam od autorów do biblioteki w ramach nie-konkursu i czytam jak szalona :)
OdpowiedzUsuń